Dying Light. Aleja Koszmarów

By | czerwca 02, 2015 Leave a Comment
Temat zombiaków w kulturze, przewija się już od dobrych paru lat, jednak w ostatnim czasie ( kiedy The Walking Dead weszło na szklany ekran), przechodzi swój istny renesans.

Na początku roku, kiedy chwyciłam w ręce Dying Light na PC, wydawnictwa Techland – cieszyłam się jak małe dziecko, a moje oczy wyglądały niczym pięciozłotówki i wiecie co, WARTO BYŁO. Tym bardziej ucieszyłam się, na wieść o książce opartej na szkielecie gry, wydanej pod okiem Zysk i S-ka.

Jeżeli ktoś miał możliwość grać w Dying Light, pamięta, że aby poznać więcej informacji o Harran czy pierwszych dniach epidemii , trzeba było wykonać poboczne questy - książka jest w pewnym sensie dopełnieniem i odpowiedzią na pytania, jakie mogły nas nurtować podczas przygody z grą.

Autorem, jest Raymond Benson, który znany jest min. z prequelu gry o Hitmanie – Hitman Potępienie, czego przyznam się szczerze, obawiałam i to dość mocno. Błędy, które Benson popełnił przy wcześniejszym dziele, tym razem są niewidoczne, czy to zasługa autora czy tłumaczenia, niech pozostanie tajemnicą, najważniejsze, że końcowy efekt jest powalający.

Akcja książki przenosi nas na Bliski Wschód, konkretnie do miasta Harran, które przed wybuchem epidemii tętniło życiem i przygotowaniami do Światowych Igrzysk Atletycznych. Wśród setek przyjezdnych, znajduje się nasza główna bohaterka - Mel Wyatt, która przybywa wraz ze swoją rodziną prosto z USA, aby zmierzyć się na arenie Igrzysk, w dość alternatywnej dyscyplinie, jaką jest parkour. Jak to bywa z historiami o zombiakach, kilka dni przed rozpoczęciem zawodów sportowych, w mieście zaczyna rozprzestrzeniać się niezidentyfikowany wirus. Każdy zainfekowanym przez około dobę, przechodzi przemianę z człowieka w potwora: cuchnącego, z wykrzywiona miną, cieknącą śliną, żywiącego się ludzkim mięsem.

Tym czego zabrakło w grze, była osobista historia, książka wiąże nas z losami Mel, która musi zmierzyć się z samą sobą, aby odnaleźć 8 – letniego brata. Nie dajcie się zwieść „nudnej” fabule, bo możecie ugryźć się w język i to nie raz. Treść książki prezentuje nam min. elementy survivalu, walki, czy pobudzających wyobraźnię opisów. Fabuła, jest niczym rozpędzony samochód, który wpada w poślizg, z zaskakującym końcem . Tyle – resztę zostawiam Wam do przeczytania.

Warto wspomnieć, że spoiwem, które łączy grę z książką, jest Harran i nic więcej, dlatego nie trzeba być graczem, aby sięgnąć po lekturę. Dying Light Aleja Koszmarów, jak na produkt promujący grę wideo, wykonała 200% normy. Książek tego typu na rynku jest od zatrzęsienia, porównywanie ich ze sobą, nie ma najmniejszego sensu, jednak geeków tematyki postapo lub miłośników Dying Light lektura na pewno wciągnie w swój bieg historii.

Moja ocena 8/10

Nowszy post Starszy post Strona główna