NA STRYCHU:Red Hot Chilli Peppers - Californication

By | czerwca 15, 2015 Leave a Comment

8 czerwca minęło szesnaście lat od wydania jednego z lepszych (nie tylko w historii grupy), ale świata muzyki, albumów - Red Hot Chilli Peppers „Californication”.

Dla mnie jest to jedna z ważniejszych kaset – dokładnie tak, kaset jaka stoi na mojej muzycznej półce w domu. Kiedy dostałam Californication na Mikołajki miałam dokładnie 12 lat – ale uwierzcie mi, że wtedy o niczym innym nie marzyłam, a tamten moment pamiętam jak dziś.

Przyjęta z aplauzem płyta Blood Sugar Sex Magic, utorowała RHCP drogę na szczyt popularności, zaostrzając tym apetyt fanów na więcej. Niestety na dobry krążek, panowie kazali czekać prawie osiem lat.

Californication, to siódmy studyjny album w karierze Red Hotów, za którego produkcję odpowiedzialny jest sam Rick Rubin. Tutaj również powraca John Frusciante wraz ze swoją powalającą gitarą, dzięki czemu zespół odchodzi od wcześniejszego stylu, dając swoim fanom cudowne, energetyczne, charakterystyczne, bijące niczym serce z podwyższoną adrenaliną dźwięki. Gitarzysta okazał się strzałem w dziesiątkę, zwłaszcza, że grupie nie wróżono powrotu do formy, a raczej jej rozpad. Na Californication ciężko jest wskazać jeden dobry kawałek, bo roi się ich tam cała masa. Od pierwszego Around The World przez Scar Tissue, Otherside czy tytułowe Californication. Album przeplata ballady i rockowe kawałki, mniej tutaj funkowych brzmień z poprzednich produkcji, a slapping tak uwielbiany przez Flea, został odstawiony na bok.

Anthony, Flea, John i Chad , jak dla mnie to najlepszy skład RHCP, chłopaki mają nosa do robienia hitów, łącząc przy tym elementy funk i rocka. Poprzednie longplaye wydawały się być bardziej chaotyczne, jakby za ich nagrania były odpowiedzialne Gremliny, Californication ukazuję pewną dojrzałość i ład artystów – chociaż Around The World z mocna gitarą, przesterowanym basem i krzykiem Kiedisa pokazuję prawdziwe „bum” papryczek.

Mimo upływu lat, Californication wciąż mnie urzeka i chwyta za serducho. To jeden z tych albumów, bez którego świat muzyki, byłby zwyczajnie pusty.
Nowszy post Starszy post Strona główna