Martyna Raduchowska – Czarne światła. Łzy Mai.

By | lipca 01, 2015 Leave a Comment

Z przyjemnością, prezentuję recenzję najnowszej powieści Martyny Raduchowskiej.


Radość tym bardziej, ogromna, ponieważ wydanie ukazało się pod patronatem mojego drugiego dziecka „Horrory”.

Klony, sztuczna inteligencja i porządna dawka fantastyki, to wszystko czego możecie spodziewać się w najnowszym dziele młodziutkiej pisarki. Martyna Raduchowska podbiła serca czytelników, historią o losach medium Idy zat. Szamanka od umarlaków.Tym razem zabiera nas w zupełnie inny świat...

Przenosimy się do niedalekiej przyszłości, w której znaczenie w codziennym życiu mają roboty, komputery, androidy - cybernetyczne twory, stworzone na wzór człowieka. To czasy leku zwanego reinforsyną, który umożliwia gatunkowi ludzkiemu wydajność umysłu, poprawiając koncentrację oraz pamięć. Substancja pozwala wzbudzać uczucia, wśród androidów.

Historia rozpoczyna się od ataku buntowników w jednym z laboratoriów produkujących lek na ludzkie przypadłości, w trakcie którego w makabrycznych męczarniach ginie cała załoga Jareda Quinna. Razem z androidem imieniem Maya, jako jedyni przeżywają masakrę, to ona odpowiedzialna jest za jego przeżycie, jednak tuż przed utratą świadomości, porucznik słyszy jak jego partnerka kłamie – co jest wbrew naturze androidów.

Po 3 latach od straszliwego zdarzenia, Jared Quinn (przez decyzje żony) staje się wpół cyborgiem : bohater ma sztuczne organy, ulepszony wzrok i słuch. Wydarzenie to zmienia całe jego życie, spojrzenie na własne ciało oraz osobowość. Nie wie, czy nadal jest człowiekiem, czy już cyborgiem, na dodatek Maya zabija dwóch oficerów i ucieka w stronę rebeliantów, za mur ( Dark Side), gdzie przebywają androidy.

Mimo, że początek może wydawać się mocno zmiksowany i nie raz wprawi nas w zakłopotanie, biegnąca cały czas akcja plus idealnie wykreowani bohaterowie, wciągają w fabułę niczym paczka słonych paluszków. Styl, jaki prezentuję nam Martyna Raduchowska, jest  antagonistyczny,niczym kobieta. Z jednej strony lekkość z drugiej zawiłość i skomplikowanie. Powieść kończy się cliffhangerem, aż chciało by się krzyknąć „Co dalej, co dalej?!”. Niestety, musimy uzbroić się w cierpliwość i poczekać na cd., a uwierzcie mi, nie jest to łatwe.

W tym miejscu dziękuję Fabryce Słów za współpracę oraz gratuluję Martynie kolejnej, dobrej powieści.

Moja ocena 10/10
Nowszy post Starszy post Strona główna