Król życia.

By | września 22, 2015 6 comments

Śmiać się, czy płakać?

Dzięki uprzejmości Multikino, po raz kolejny miałam przyjemność, brać udział w stałym cyklu Kocham Kino, na ekranie reżyserski debiut Jerzego Zielińskiego, Król życia.

Produkcja, jak dla mnie jest gatunkiem indywidualnym, każdy kto będzie widział obraz, odbierze go na swój własny sposób. Jednych rozweseli, innych zmusi do refleksji, a ktoś zapewne powie, że nuda i wyśmiewanie korporacyjnych ludzików. Punkt widzenia, zależy od punktu leżenia, a raczej naszego wnętrza. Jeżeli kiedykolwiek mieliście styczność, z typowymi serialami TVN-u , zapewne znajdziecie tutaj pewne podobieństwo ( zwłaszcza w ujęciach), w końcu za zdjęcia odpowiada Jan Holoubek (Lekarze, Na wspólnej, Naznaczony) – obraz ratuję fakt, że nie zobaczymy tutaj twarzy pana Małaszyńskiego, Karolaka czy Dygant.

Fabuła, przedstawia nam życie Edwarda ( Robert Więckiewicz)- przeżartego do szpiku kości, człowieka żyjącego dniem powszednim, ciągle w tych samych ramach: pobudka, śniadanie, spięcie z żoną, droga do szkoły z córką, korpo praca, brak czasu na bliskich i przyjaciół. Jak dla mnie, to co najmniej 1/4 wielkomiejskich ludzi, jakich spotykam każdego dnia (niestety) pędząc do pracy i w tym wszystkim moje rodzinne miasto, Warszawa. Miasto, kiedyś tak mi bliskie – dzisiaj, znane tylko z nazwy, ukryte pod sztuczną maską, jaką nakładają mu ludzie, firmy i cały ten bajzel, który tak naprawdę wkurza każdego. Edward, pewnego dnia ulega wypadkowi samochodowemu, czego skutkiem jest silny uraz głowy i… zupełnie inne spojrzenie na świat. Nasz bohater, zrzuca szare, zadufane okulary, nagle widzi świat, bliskich, rodzinę, dawnych przyjaciół, sąsiadów i ludzi – robi coś, czego tak mocno brakuję w wielkomiejskiej dżungli: refleksji, uśmiechu i pewnego rodzaju wrażliwości na drugiego człowieka.

Na ukłony, zasługuje tutaj wykreowana rola Edwarda, przez wcześniej wspomnianego Roberta Więckiewicza. Aktor po raz kolejny, udowadnia nam, że nie da się go zaszufladkować pod jedną rolę i utożsamiać z Wałęsą czy Markiem Dywanikiem z Lejdis. Sposób transformacji, granej przez niego postaci, jak dla mnie jest mistrzostwem , z korpo prostaka, do uśmiechniętego chłopaka. W tym wszystkim mój ulubiony Bartłomiej Topa – kolejny okaz aktorskiej szkoły, który nie da się wbić w jedną rolę. Dwa tygodnie temu widziałam go, jako twardego i walecznego Kapitana Kalickiego, wczoraj, był zagubionym mężczyzną, który popadł w alkoholizm. Wcielił się w rolę przyjaciela Edwarda, Kapsla jeszcze z lat podstawówki.W jednej ze scen, gdzie rozmawia z córeczką swojego przyjaciela, udowadnia, że niższość społeczna, nie oznacza niższości człowieka.

Król życia  zdecydowanie do mnie przemówił, mam nadzieję, że Wy też w nim zobaczycie bijące światełko. I chociaż, wczoraj po projekcji miałam wrażenie, że nie każdy zrozumiał, jego sens i przesłanie (oburzenie młodziutkiej grupy ludzi, pracujące w korporacji), to jednak mam nadzieję, że w dzisiejszym, wręcz zwariowanym świecie, każdy znajdzie czas na 5 minut refleksji.

Za zaproszenie oraz seans, raz jeszcze dziękuję sieci kin Multikino.

Moja ocena 7/10
Nowszy post Starszy post Strona główna