Listy do M.2

By | listopada 17, 2015 Leave a Comment

Brytyjsko-amerykański klimat na ulicach Warszawy.

Ujęcie kamery z mostu Siekierkowskiego, ukazujące pokrytą śniegiem Warszawę, tak było cztery lata temu, kiedy na ekrany kin zawitały Listy do M, czyli polska wizja To właśnie miłość.

Jako kobieta i osoba ze skłonnościami do typowo babskiego kina (chociaż, nie całego) na swój skrzywiony sposób, pokochałam film Mitja Okorni od pierwszych minut. Nie będę ukrywać, że moda na sequele, która panuję od dłuższego czasu staje się coraz większym zagrożeniem dla twórców oraz aktorów w nich występujących. W przypadku Listów do M.2, śmiało można przytoczyć słowa Wisławy Szymborskiej „ Nic dwa razy się nie zdarza”.

Za nową odsłonę odpowiedzialny jest Maciej Dejczer, mistrz seriali i „tata” Magdy M. Fabuła powraca do naszych starych przyjaciół z poprzedniej części, wplątując wręcz na siłę nowe postacie , a raczej twarze i nazwiska znane lub zapomniane tabloidom. Piotr Adamczyk, Agnieszka Dygant, Paweł Małaszyński, Marta Żmuda-Trzebiatowska, Roma Gąsiorowska, Maciej Stuhr, Małgorzata Kożuchowska, Maciej Zakościelny i tak można wymieniać i wymieniać, ale czy o same nazwiska chodzi w dobrym kinie?

Trzeba śmiało powiedzieć, że scenariusz został solidnie rozciągnięty niczym rajstopy o 2 numery za małe, aby móc powciskać to co teoretycznie najlepsze. Owszem, w trakcie seansu, zdarzy nam się pośmiać z kilku scen, zwłaszcza tych, w których występuje znany wszystkim i grający w podobny sposób, mikołaj Mel (Tomasz Karolak) czy uwielbiany przez wszystkich, nieco już starszy, ale nadal niesforny Kostek Konieczny ( Jakub Jankiewicz), jednak w trakcie napisów końcowych, poczujecie pewien niedosyt.

Historie bohaterów bez względu czy znanych z poprzedniej części czy nie, niestety niczym nie urzekają. Albo są zbyt oczywiste, albo nadto przekombinowane. Sztywne dialogi, rozkładanie na czynniki pierwsze problemów poszczególnych postaci, tylko udowadnia, że Listy do M.2 nie miały nas bawić, a przyciągnąć do kina i zarobić na siebie, co miało miejsce cztery lata temu, kiedy pierwszą część zobaczyło ponad 2,5 mln widzów. Zapytacie się: Dlaczego film typowo świąteczny, ktoś wypuścił w listopadzie? Proste: W grudniu, każdy liczy się ze zbliżającymi świętami – teraz łatwiej zainwestować w kino i wybrać się na seans.

Listy do M.2, tak samo jak ich poprzednik, urzekają pięknymi, barwnymi ujęciami Warszawy. Zimowy i Bożonarodzeniowy klimat, rozgrzeje nasze serducha, za tym co czeka nas za lekko ponad miesiąc i jest lekarstwem, która wybrania całość filmu z ogólnej oceny. Twórcom należy się pochwała, za stworzenie zimowego, śnieżnego klimatu w kraju, gdzie jest on ostatnio unikatem, ale koniec końców nadal jest źle. Listy do M.2 to też czerstwe suchary oraz melodramatyczne sceny, które nie raz skłonią wasze oczy no łez.

Jeżeli wybierając się do kina, liczycie na cudowną powtórkę, miłego, zabawnego i ciepłego seansu z przed czterech lat, to możecie od razu darować sobie wyjście z domu. Listy do M.2 to naciągnięte kino, które uwłacza i aktorom w nim występującym i polskiemu kinu, które w ostatnich miesiącach nie raz powaliło mnie na kolana.Ze smutkiem i bólem zastanawiam się nad jego oceną, ponieważ widząc reakcję sali, a raczej jej rozczarowanie ciężko będzie się skłonić ku wyższym notom.

Listy do M.2 to seans, który najlepiej obejrzeć paczką przyjaciół, aby nie posnąć w trakcie seansu, tylko wzajemnie się rozbawiać.

Moja ocena 5/10



Nowszy post Starszy post Strona główna