Sausage Party - recenzja.

By | września 15, 2016 Leave a Comment

Nowe świeże, chociaż amerykańskie.


Amerykańska kultura, daleka jest od naszej europejskiej. My – jako starsza siostra, preferujemy ( z przymrużeniem oka) nieco poważniejszy ton, czasami hamulec – nawet, jeżeli poruszamy tematy sprośne czy polityczne, ukazane w krzywym zwierciadle. USA, jak na szczyla przystało, wyśmiewa wszystko na dość często, niskim poziomie i chociaż South Park, Family Guy czy nazwiska rzędu Seth McFarlane, poruszają tłumy na całym świecie – to humor amerykański, pozostaje szufladkowanym (nie bez powodu) „humorem amerykańskim”.

Sausage Party, to kolejna kreskówka zza wielkiej wody, której chwytem marketingowym (zdawać, by się mogło, kierowanym głownie do mężczyzn), są wulgaryzmy polityka, seks i jeszcze więcej…seksu. Oglądając animację, aż trudno uwierzyć, że za jej powstanie odpowiadają ludzie, mający na swoim koncie takie hity jak : Shrek 2, Madagaskar 3 czy Potwory kontra Obcy. To właśnie Conrad Vernon i Greg Tiernan, przy współpracy z Sethem Rogenem i Evanem Goldbergiem stworzyli istne dzieło szatana.

Na wstępie, trzeba zaznaczyć, że Sausage Party, jest znakomitą kreskówką 3D, która pod względem technicznym sięga bardzo wysokiej półki. Pomysł, koncepcja, realizacja do tego fabuła, mogły by spokojnie wyjść spod skrzydeł studia Pixar czy Disney, poza jednym wyjątkiem – nie jest to animacja na dziecięce oko.

O czym jest film? O produktach z supermarketu, które uważają ludzi za bogów, wybawiających ich do lepszego świata, mieszczącego się za progiem sklepu. W tym mikro wszechświecie, który oparty jest o czwarty wymiar, poznajemy naszych bohaterów: parówki, bułki, bajgle, napoje etc. które mają własne charaktery oraz imiona. Życie towarów na półkach, trwa beztrosko dopóki nie dochodzi do pewnego incydentu. Tutaj pozostawiam Was sam na sam z obrazem.

W filmie jest wiele niedociągnięć, a jego ostatnie minuty to jakaś żenada, nie mówiąc już o samym końcu. Są lepsze zabawne momenty, nawiązania do innych produkcji (Szeregowiec Ryan), czy postaci ( Stephen Hawking, Sylwester Stalone), ale suma summarum daje nam wynik „Amerykańskie Kino”. Obserwując sale kinową, męska część widzów zapewne będzie się bawić lepiej, niż damska – co nie oznacza, że my kobiety, jesteśmy pozbawione poczucia humoru. Jedyne co mogę powiedzieć, to zapewne żaden z Was, nie widział czegoś takiego, sama końcówka daje poczucie spuszczenia ze smyczy autorów i może taki był zamierzony cel, aby zapaść na dłużej w pamięci.

Wybierając się do kina, trzeba wziąć mocno na luz i nie oczekiwać wielkiego ambitnego przekazu ;)

Moja ocena 7/10


Nowszy post Starszy post Strona główna