Iron Tales - RECENZJA

By | sierpnia 21, 2017 Leave a Comment

Antalogia, inspirowana muzyką.

Książka, której głównym bohaterem jest artysta oraz jego utwory – proszę nie mylić z biografią. Iron Tales, to świeży powiew na rynku czytelniczym. Literacka składanka ku czci Iron Maiden, pod którą podpisały się takie nazwiska jak: Kotulak, Radecki czy Krycz Jr. Dla mnie jest absolutną dyszką.

Można nie lubić muzyki Iron Maiden, można nie lubić ich samych lub nie znać od deski do deski ich twórczości, ale to co wyszło spod skrzydeł wydawnictwa GMORK, przełamie stereotypy i gust nie jednej osobie.

Zabieg polegający na stworzeniu opowieści literackich, inspirowanych kawałkami muzycznymi, może wydawać się walką z wiatrakami, przecież każdy z Was zna chociaż jednego ignoranta muzycznego. Antologia Iron Tales, komunikuje się z czytelnikiem na ścieżce muzycznej oraz literackiej. Trafia do artystycznych dusz, pobudza najbardziej zziębnięte kulturowo serducha, daje ukłon tekstom, muzyce oraz charakterystycznym ilustracjom Iron Maiden.

Ojcem pomysłodawcom całego przedsięwzięcia, jest Kacper Kotulak ( jeżeli ktoś czytał Pokłosie, wydawnictwa GMORK, doskonale będzie znał ukierunkowanie literackie autora). Na bazie przemyśleń i doboru znakomitych pisarzy, udało się stworzyć energetyczną mieszkankę powieści, która wyrwie z fotela każdego. Na przysłowiowe „Dzień dobry”, mamy wstęp napisany przez Krzysztofa Azarewicza, który ma na celu wprowadzenie nas - czytelników w świat, historię Iron Maiden. Chyba po raz pierwszy przeczytałam wstęp, który mnie nie zanudził, a wręcz zachęcił. Jednym słowem, przygotujcie się na mocną jazdę, bez trzymanki.

Wewnątrz znajdziemy czternaście opowiadań, różniących się jak ich autorzy, ale to właśnie sprawia, że nie zasypiamy nad książką, a wręcz chcemy więcej. Wśród tej literackiej podróży, przeniesiemy się min. do świata zombie szukającego sposobu na śmierć, członka Anonimowych Nieumarlaków, pełnego religijnych metafor, dzięki utworowi Reinkarnacja Benjamina Breega, Kacpra Kotulaka. Chaotyczność opowiadania i jego różnorodność, zapisały mi je mocno w pamięci.

Sztampowe nazwisko wydawnictwa GMORK, Juliusz Wojciechowicz, nie mogło nie pojawić się i tym razem. Autor na kanwie owego wydawnictwa pokazał już wiele, chyba nie ma antologii, bez jego udziału. Wojciechowicz po raz kolejny staje się liderem ( ilość opowiadań), oferując nam aż pięć opowiadań. Jeżeli znacie wcześniejsze Bez znieczulenia, doskonale wiecie, czego możecie się spodziewać. Mroczno, ponuro, twardo i konkretnie – cały Julek. W końcu nie liczy się ilość, a jakoś. Tego autor trzyma się po raz kolejny. To co wywoła wam gęsią skórkę, to użyty hiperrealizm w opisach poszczególnych scen. Tego często brakuję w literaturze, emocji zamiast kilometrowych marudzeń wokół tematu. Opowiadania udowadniają, jak twórczość Iron Maiden jest bliska i zrozumiała dla Wojciechowicza.

Kazimierz Krycz Jr, autor z ogromnym dorobkiem w zyciorysie. Przy tym nazwisku, warto zwrócić uwagę chociażby na zbiór opowiadań Femme Fatale. Dorobek artysty, jego doświadczenie i dojrzałość, odznaczają się na tle pozostałych autorów Iron Tales. Opowiadania prezentowane przez Krycza Jr, wykazują smutek, oniryzm, czasem nawet romantyczność . Realizm, realizm i raz jeszcze realizm. Nie wiem czy wy również poczujecie swego rodzaju deja vu czytając Stąd do wieczności oraz Żelazne dziewice, ale zapewne zatrzymacie się nad kreacją rozmowy bohaterów w obu historiach. Świat widziany oczami Krycza Jr jest zawsze mocno realistyczny, a brutalność czynów do jakich są zdolni ludzi, wyciągnie z dna największego twardziela miękkość.

Na podobnych falach morza, kołysze się statek z twórczością Adama Fronia. Autor prezentuje nam trzy opowiadania, które czyta się dosyć szybko. Froń pisze dość przewidywalnie, fabuła jest oczywista, jednak dzięki dynamicznej narracji zyskuję w moich oczach.

Przyprowadź córkę na rzeź, za każdym razem kiedy to słyszę czuję ciarki na plecach. Czy to fakt, że jestem sama córką i mamą córki? A może zwyczajnie w świecie, Jarosław Turowski, wie jak wywołać strach w wyobraźni czytelnika? Pod owym nazwiskiem ukazały się dwa opowiadania, jednak to wyżej wspomniane, zrobiło mi w głowie mindf… Groza, strach i mrok na miarę samego króla Stephena Kinga, a ciągłość opowiadania jest tak przerażająca, wznosząca emocje na same wyżyny, że człowiek spodziewa się na końcu już chyba wszystkiego. Przerażające emocje oraz idealnie wykreowana atmosfera, sprawią że schowacie się pod kocem, jakbyście mieli znów 5 lat.

Na deser, a może nawet wisienka na torcie, Łukasz Radecki. Mój ulubieniec, zakochałam się w jego twórczości dzięki Pradawnemu złu, które napisał razem z moim dobrym znajomym Robertem Cichowlasem. Autor stworzył dosadny utwór Łzy klauna. No właśnie, „klaun”, to co Tyśka kocha najbardziej w horrorach 😊 Kawałek wydaje się najbardziej smutnym, ponurym, żeby nie powiedzieć depresyjnym tekstem w całości zbioru. Czytając miałam wrażenie, że Radecki utożsamia się na swój sposób z tym o czym piszę, ściąga przed czytelnikiem niczym warstwy, własne emocje, ukazując sedno poruszanego tematu/problemu. Plotka głosi, że tekst oraz sam autor zostali dorzuceni do całej puli na szybkim szarym końcu, a ostatecznie (jak dla mnie), to oni dzierżą berło i koronę całości.

Moi drodzy, czy warto sięgnąć po Iron Tyle? BARDZO! Nawet nie będę się zastanawiać, i jak wcześniej wspomniałam, nie musicie kochać Iron Maiden i nie zniechęcajcie się okładką, która jest ukłonem w stronę twórczości kapeli. Dajcie szansę pisarzom i wejrzyjcie w głąb.

Moja ocena 10/10
Nowszy post Starszy post Strona główna