KORPORACJUSZ - Jakub Dziekan. Recenzja

By | kwietnia 10, 2019 Leave a Comment

Korporacyjna codzienność.

 Większość z nas miała styczność z pracą w korpo. Od kilku lat, obserwuję, że człowiek kiedy wychodzi ze szkoły średniej, trzymając w ręku dyplom jej ukończenia, zamienia się w mróweczkę, która wcześniej czy później trafi w sidła korpo. Każdy z nas jest inny, znam takie osoby, dla których ten świat jest jedynym miejscem, gdzie czują się idealnie, a poza pracą ( o ile nie siedzą w niej cały tydzień) nie potrafią chociażby pozostawić pracowniczego slangu za drzwiami.

Są też takie osoby, które próbują przeżyć swoje 8 czy 12 godzin i tak, aby do kolejnego dziesiątego. Asapy, dedlajny, fakapy i cała masa roboczogodzin, która wypruwa każdego dnia, byle do weekendu, byle do 16.00 – to wszystko dotyka naszego głównego bohatera, który niczym Dakann, opowiada nam swoją historię. Ironia, maksymalne wkurzenie, połączone z irytacją oraz znudzeniem własnym życiem – to jest krótkie podsumowanie, tego co znajdziecie wewnątrz książki autorstwa Jakuba Dziekana.

Nasz bohater, kiedyś młody i ambitny, dzisiaj pracownik korpo, który oprócz ciętego języka, jest również bystrym obserwatorem, przedstawia nam swoje codzienne życie w betonowej dżungli, gdzie Justyna z HR wymyśla kolejne, durne zebranie, a chłopaki z IT noszą się w laczkach po biurowcu. Wycofany, zawsze gdzieś z tyłu, każdego dnia obserwuję cyrk, w którym jego koledzy i koleżanki każdego ranka biją się o miejsce przy wodopoju, aby napić się czegoś co tylko w nazwie zawiera kawę, lub podlizują się zatrudnionym nowym coachom, aby poprawić swoje wyniki na koniec miesiąca. Gdzieś, pomiędzy tym całym bajzlem, pojawia się ona – Agata, nie jakaś tam Agata od motywacji pracowników do samorozwoju, tylko AGATA. Inna, niż wszystkie dziewczyny do tej pory…

Teoretycznie nikt nie przepada za „psychologami”, zatrudnionymi w strukturach korpo, ale Agata jest ładna, zgrabna, bystra, inteligentna i taka kobieca w przeciwieństwie do reszty dziewczyn w firmie. Do tego ma przysłowiowe jaja i umie się odciąć na głupie zaczepki kolegów, jadąc im przy okazji ciętą ripostą. To czy Agata jest naprawdę tak wyjątkowa i piękna niż pozostałe dziewczyny, nie wiemy i nie nam oceniać, pewne jest to, że nasz bohater wpada po uszy, więc dla niego jest właśnie idealna, a jakiś korpokupidyn trafia idealnie strzałą w jego d….serce 😊 Z ciętego języka naszego bohatera, w pobliżu Agaty, wychodzi bełkot i nieśmiałość, prowadząc do żenujących sytuacji.

Dni mijają w korpo, kolejne dedlany przeplatają się wzajemnie z fakapami, imprezy integracyjne, zarwane noce, oraz szkolenia numer milion pięćset sto dziewięćset. Szarośc, szarość i do tego monotonia życia na taśmie produkcyjnej korporacji, zapewne nie jednemu z Was da okazję do wspomnień, uśmiechu pod nosem, a może nawet przemyśleń?

Korporacjusz, ma specyficzny wydźwięk i na raz jest ją naprawdę ciężko przejść, niczym bite 8 godzin pracy, bez przeglądania Fejsa, czy Insta. Z początku możecie poczuć nawet znudzenie, ale nie odkładajcie jej na wieczność, tylko wróćcie do niej kolejnego dnia, a kolejne strony zwrócą się Wam być może nawet z nawiązką. Język w jakim książka, została napisana jest charakterystyczny, dlatego jeżeli nie trawicie zgryźliwych męskich monologów, zdecydowanie dawkujcie sobie zawartość.



Serdecznie dziękuję wydawnictwu VESPER, za możliwość lektury 😊

Moja ocena 7/10
Starszy post Strona główna

0 komentarze: