Zimowe nawidzenie - Dan Simmons / Recenzja

By | listopada 07, 2019 Leave a Comment
Kiedy zło powraca.

Dale Stewart, powraca do miejsca, w którym gościły jego największe dziecinne koszmary. Zimowe nawiedzenie, ma stanowić ( nie bez przyczyny tak twierdzę/ odbieram) kontynuację Letniej nocy. Już pierwsza część była porównywana do twórczości Stephena Kinga, jednak przysłowiowa „dwójka” udowadnia nam, że nie jest to klasyczna kontynuacja historii paczki dzieciaków.

Wracamy do miejsca wyjścia po przeszło czterdziestu latach, jednak autor ucina schematy, dając nam nowy wymiar literatury. Zimowe nawiedzenie, wg mnie nie jest sequelem, to bardziej historia, która poprzez lata nabrała nowego wymiaru, sensu, znaczenia oraz miejsca. Czy nasze życie z każdą dekadą jest takie samo? Czy średnio co dziesięć, piętnaście, a może dwadzieścia lat coś się jednak w nas zmienia? Przecież nie bez przyczyny każdy z nas jest jaki jest w danym miejscu? Te upływające lata oraz ludzie podczas których spotykamy, mają wpływ na nas samych.

Historia przedstawiona w Zimowym nawiedzeniu, to dwa spojrzenia (nie tylko teraźniejsze): jednym bohaterem jest wspomniany Dale drugim Duane, który zmarł tragicznie na farmie 41 lat wcześniej. To na tę farmę powraca Dale, możliwe, że pragnie uporać się z przeszłością, chce zrozumieć wszystkie błędy życia ( wspomina swoja ex żonę, córki oraz młodą partnerkę, która po czterech latach zwyczajnie dała mu kosza) lub zwyczajnie zacząć od nowa w miejscu, gdzie jakaś jego część została?

To jest kolejny powód, dla którego książka skradła moje serce. Zimowe nawiedzenie nie jest również klasycznym horrorem, historią grozy. Dom w którym zamieszkał nasz bohater, jest alegorią problemów, koszmarów, wręcz demonów, które nagromadziły się przez lata w życiu Dale’a. Nie mamy tutaj tylko ducha, potwora czy klauna, który straszy, zabija itd. Simmons daję nam o wiele więcej. Czy tak naprawdę nasze złe doświadczenia, nie są najgorszym koszmarem każdego z nas? Co prawda mieliśmy podobny wydźwięk strachu w TO, Kinga jednak to Simmons pociąga temat o wiele dalej, żeby nie powiedzieć głębiej, zaglądając do środka bohatera, z którym może utożsamić się każdy z nas. Autor również, zostawia nam pewną otwartą furtkę, do tego co po drugiej stronie. Są duchy – sa opisy dla klasycznej grozy, ale jest też próba komunikacji z nimi. Cały obraz na który składa się wiele elementów: depresja bohatera, zjawiska nadprzyrodzone, czarne psy, wizje oraz zaniki pamięci Dale’a, prowadzą czytelnika w zaułek – czy to wszystko to prawda, czy możliwe, że bohater tak się stoczył na dno życia, że nawet jego umysł robi mu psikusy?

Zimowe nawiedzenie, czytałam 31 października, kiedy dzieciaki spały, a mąż oglądał w TV jakiś horror. Przyciemnione światło, koc, herbata i historia, niby już mi znana, a jednak nowa, inna. Początek jakoś mnie nie chwycił, martwiłam się, że nie pociągnę jej dalej, jednak dalej było coraz lepiej. Dałam szasnę lekturze, pozwoliłam się przekonać, może nawet zauroczyć. Czego Wam również życzę. Książka chociaż nie jest klasycznym horrorem ( przez co dla mnie jest bardziej bogata), potrafi odwdzięczyć się swoim środkiem. Zmusza umysł do myślenia oraz analizy. Sięgając po książkę, nie oczekujcie klasycznego TO część dwa, jak już wyżej wspomniałam, to zupełnie inny wymiar – nieśmiało mogę powiedzieć, że dla mnie osobiście o wiele lepszy. Przekonajcie się sami!

Pięknie dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka, za możliwość kolejnej przygody w książkowym świecie.

Moja ocena możne 9/10
Nowszy post Starszy post Strona główna

0 komentarze: