Gwiazdkozaur i Zimowa Czarownica - Tom Fltecher / Recenzja


 Powrót zimowej przygody.

 Po trzech latach, Tom Fletcher powrócił tej zimy wraz ze swoimi bohaterami. Przypominam, że miałam okazję recenzować część pierwszą na łamach Kulturalnej Planety. (tutaj link).

Czas na kolejną przygodę z Gwiazdkozaurem, William oraz jego bliscy, przeżyją chwile na Biegunie Północnym o których nigdy nie zapomną. Dostąpią zaszczytu przejścia progu domu samego świętego Mikołaja, zobaczą na własne oczy elfy, zorzę polarną oraz doświadczą życia w trochę innym świecie. Świecie magicznym, który przed Świętami Bożego Narodzenia pachnie, smakuję zupełnie inaczej.

William Trundle, to wesoły chłopczyk o dobrym sercu, który porusza się za pomocą wózka inwalidzkiego. Od poprzedniej części jego rodzina się nieco powiększyła, jego tato zakochał się z wzajemnością w mamie Brandy – dziewczynki, która od samego początku dokuczała Williamowi. Teraz gdy historia z części pierwszej lekko ewoluowała, dzieciaki nie dość, że zostali rodzeństwem przyrodnim, to zamieszkali w jednym domu oraz …polubili się. Druga część to także nowe osoby, min  Barry- tata wyżej wspomnianej dziewczynki, która chcąc czy nie, znów przyczynia się do wybuchu afery, od której może zależeć istnienie Świąt. Im dłużej zagłębiamy się w treść książki, tym bardziej widzimy, że tatuś i córcia mają wybuchowe charaktery.

Historia zaczyna się w okresie tuż przed Świętami, kiedy sielankowy klimat rodzinki, zostaje zaburzony przez niespodziewaną wizytę Mikołaja, który zabiera rodzinę… do siebie. Okazuję się, że wizyta ma głębszy sens…William ma okazję doświadczyć wizji świata, który będzie za trzydzieści lat – szarego, smutnego, w którym święta będą…przestępstwem. W nowej misji pomorze chłopcu tak jak ostatnio, Gwiazdkozaur. 

 


 

Lekka i przyjemna historia, która może nauczyć wielu dobrych rzeczy nie tylko tych najmłodszych, jest idealną świąteczną historią, pełną magii, emocji, dobrych uczuć, zapachu piernika oraz cynamonu. Po raz kolejny Gwiazdkozaur to piękne ilustracje Shane Devries . To sztywna czerwona okładka, ze złotymi zdobieniami, ukryta w papierowej okładce dla oka tych najmłodszych. Pierwszą część czytałam będąc w drugiej ciąży w tym roku, mogliśmy zasiąść przy choince  z ciepłym kakao, przeżywając przygody z Williamem już w pełnym komplecie. Moje dzieciaki ( 4 i 2 lata) zakochały się w historii nie tylko o świętach, ale nie tylko one. Uważam, że w dzisiejszych czasach, powinno się wydawać bardzo dużo takich książek, zwłaszcza, że momentami ludzie zapominają o co chodzi w Świętach Bożego Narodzenia.

Moja ocena 10/10

Komentarze

Popularne posty