Cztery liście kończyny – Weronika Tomala / Recenzja książki

 
Macie czasami tak, że okładka książki jest w stanie Was zmylić? Patrzycie na nią i myślicie – kurde, to zdecydowanie do mnie nie trafia, pewnie jakiś gniot. Podobne odczucia miałam co do okładki czterech liści kończyny. Para całująca się w jakimś letnim klimacie na polu – myślę sobie, o masz jakieś romansidełko z wywindowanymi scenami stękania i takich tam. Obracam książkę i czytam opis…myślę sobie – kurde coś tutaj jest nie tak, wydaje się to w miarę sensowne. Czytam.

 Historia niczym klasyczna babska powieść, ona – pielęgniarka, zakręcona w swojej pracy, z przebiegiem +30, żyjąca w cieniu swojej idealnej w oczach rodziców siostry, do tego fantastyczna przyjaciółka, która nie raz, nie dwa , wyciera łzy swojej siostry z wyboru. Dziewczyna korzysta z biblioteczek które umiejscowione są w Sopocie, jedna z nich znajduję się na drzewie, Judyta ( bo tak na imię ma nasza bohaterka) odkładając kolejną nareperowaną książkę znajduję notatnik rozpoczynający się od słów: Jeśli to czytasz, to znaczy, że mnie już nie ma. Teraz jesteś odpowiedzialny za życie innego człowieka”. Tutaj zaczyna się przygoda, albo raczej nowe życie naszej bohaterki. Idąc tropem notatnika, dziewczyna poznaję Mateusza -  żyjącego na uboczu nie tylko miasta, ale i życia tatuażystę, którego serce pękło, gdy z dnia na dzień odeszła od niego jego ukochana Roksana.

Lektura napisana językiem lekkim, sprawia, że suniemy po niej niczym żaglówka, która złapała pełnię wiatru. Autorka chce nam uświadomić pewne wartości, wskazuję nam drogę do szczęścia, która nie polega na przejściu w pojedynkę – bez względu czy potrzebujemy przyjaciela, kochanka lub rodzica. Samotność to najgorsza sytuacja w której możemy się zdarzyć. Nawet najsilniejsza osoba na świecie, wcześniej czy później doświadczy sytuacji, w której będzie potrzebowała, aby ktoś obok chociaż przy niej milczał. Nasza bohaterka jest pielęgniarką na oddziale onkologii, sytuacje które spotyka w tej jakże ciężkiej robocie, uczą też nas, czytelników, aby chwytać każdy dzień. Weronika Tomala pokazuję świat w którym jest ból, cierpienie, samotność w chorobie, walka o miłość – te także do bliźniego, oraz bezinteresowną pomoc, tak coraz rzadszą we współczesnym świecie.

Nie wiem czy nasza autorka dotknęła podobnych sytuacji w życiu, czy usiadła z pełną odpowiedzialnością do pisania, przetrawiając każdy pomysł, który pojawił się w jej głowie – gdyż tutaj nic nie pędzi, relacje między ludźmi nie są naciągane, nie opisane, gdyby je ktoś pośpieszał. Wszystko rodzi się powoli, naturalnie, bez większych oh i ah ze skaczącymi w tle jednorożcami. Czytając podziękowania, możemy się dowiedzieć, że Judyta oraz Weronika doświadczyły pewnego schorzenia, które dla mnie również stanowiło nowość w wiedzy z działu medycznego. Plusem jest również narracja jednoosobowa, czujemy się, jakbyśmy byli przyjaciółmi Judyty, która opowiada nam kawałek po kawałku każdy swój moment, dzień z życia. Jeden rozdział należy do Mateusza , co pomaga nam wejść w skórę chłopaka, który nie jedno miał do przejścia, dzięki temu możemy bardziej zbliżyć się do niego, poznać, być może zrozumieć.

Książka jest przyjemną lekturą w której gorycz i śmierć, przeplata się z miłością oraz szczęściem. Jest skierowana do osób, która walczą z przeciwnościami losu, ale także do tych twardzieli, którzy myślą, że słowa pisane nie wzbudzą w nich żadnych emocji. Podczas lektury można płakać, można się śmiać, można poczuć oddech pełną piersią. Weronika Tomala w Czterech liściach kończyny, pokazała naprawdę istotę życia.

Moja ocena 6/10

Komentarze

Popularne posty