Mam wątpliwości – Aleksandra Radomska / recenzja książki


 Zasiadając do recenzji, mam taki natłok myśli, odczuć itd. w głowie, że  nie za bardzo wiem od czego zacząć. Istny babski słowotok, schowany pod postacią myśli, w tym momencie w mojej głowie robi  dyskotekę, która jest objawem przeczytania książki Radomskiej.

Radomską Aleksandrę, polecam obserwować na portalach społecznościowych pod imieniem i nazwiskiem autorki lub jak tytuł książki wskazuję – Mam wątpliwości. Ja natknęłam się na te jakże wybitną życiowo dziewczynę z miasta Uci, na maminej grupie. Jak mnie pamięć nie myli ( a w moim wieku może, biorąc pod uwagę ilość zadań zawodowych, domowych no i trójkę tj dwójkę dzieci i męża na głowie 😉) był to krótki filmik o wyciąganiu rzeczy ze zmywarki.

Radomska – dziewczyna o kolorowych warkoczykach, która kojarzy mi się z wygadaną papugą lub innym pięknym kolorowym ptakiem, mówi co jej ślina na język przyniesie- jest szczera, a to rzadkość, szczerość, a pitu pitu pod publikę, to dwie różne sytuacje. Daje upust emocją, klasycznie, prosto i życiowo – taki Pacześ w spódnicy ale bardziej o życiu niż scenariusz stand-up’owy. Oczywiście, książka leżała na półce z dobre pół roku nim mogłam po nią sięgnąć i jak już sięgnęłam, to moja kochana rodzina co chwilę wyrywała mnie z lektury dziwnymi pytaniami, potrzebami, jakby bardziej chciała mnie wczuć w klimat książki. Krótko i na temat o życiu, dzieciństwie lat 90 ( jestem starsza o 3 lata od autorki) które nie jest mi obce, mimo, że wychowywałam się w Warszawie to wspomnienia te same. To nie jakiś feministyczny bełkot, który nie ma nic wspólnego z feminizmem, o jaki walczono. To klarowna sytuacja kobiet ( Ola wspomina tutaj też życie swoich babć czy ciotek z niezbyt lekkimi życiowo facetami) ich codzienność, pranie, sprzątanie, ciąże, porody czy walka o każdy dzień aby zapłacić te cholerne rachunki lub cierpliwość testowana przez ekspertów od życia ( scena z panią pediatrą, zostanie na długo w mojej głowie). Dużo analizy z lat młodzieńczych, gdzie internet był marzeniem, a dzieciaki latały do późnego wieczora po podwórkach, mając przysłowiowo piach między zębami, zdarte kolana, czyszczone zwykła wodą utlenioną po całym dni zabawy, na szyi sznurek z kluczami do domu, a jedyną komunikacją z opiekunami było poletko pod blokiem i wołanie na całe podwórko „ Mamooooooo zrzuć mi na dół to czy tamto”.

Mimo, że książka najbliżej ma do obecnych 30 latek życiowo, to każda z dziewczyn/kobiet znajdzie coś dla siebie. Nie tylko matki, żony, kochanki czy babcie – KAŻDA z nas coś może odszukać swojego w Radomskiej.

Jak dla mnie lekko, za to konkretnie i na temat – wszystko co lubię.

Moja ocena: 10/10

Komentarze

Popularne posty