Robinson Crusoe, animacja dla całej rodziny. / Recenzja


 Kto z Was nie pamięta lektury Daniela Defoe z czasów podstawówki? Kto z Was nudził się na opisach przyrody? Kto miał wrażenie, że nauczycielka za bardzo cisnęła i nie dało się wchłonąć powieści o rozbitku tak jakby się tego chciało? Poprawny tytuł książki brzmi: Przypadki Robinsona Cruzoe i składa się z dwóch części: pierwsza o tym co spotkało podróżnika na wyspie, oraz druga co było później. Oczywiście część pierwsza jako najbardziej popularna, trafiła na ekran w formie animacji.

Przypadki Robinsona Cruzoe są oczywiście politycznie poprawne, nie ma tutaj przyjaciela naszego bohatera, którego spotkał naprawdę w książce – za to dostajemy gromadkę zwierząt, które zaprzyjaźniają się z mężczyzną. Oryginalny Robinson, na swojej wyspie miał dwa koty, psa oraz papugę i tym tropem poszli francusko – belgijscy twórcy filmu. Jak to w bajkach bywa, musi być czarny charakter – jest nim para złych kotów które podczas walki, na skutek której rozbitek traci dach nad głową (spalenie resztek statku) oraz wiernego psa, trafiają na mini wyspę obłożoną skałami – tam przez dłuższy czas mieszkają, mnożąc się i zbierając armie do walki z człowiekiem.

Bajka jak to bywa z animacjami Starego Kontynentu, ma swój charakterystyczny wydźwięk. Jest trochę smutku, trochę radości, walki oraz …to już sami musicie zobaczyć. Bardzo żywa, kolorowa, z lekką dla oka animacją (nie masz wrażenia zacinania się postaci). Pomysł ze zwierzętami wg mnie był bardzo trafnym spostrzeżeniem, w końcu jest to film z dedykacją dla dzieci, a kto jak nie one uwielbiają zwierzaki?

 Cała historia zaczyna się w momencie, kiedy Papuga imieniem Mak, opowiada o Robinsonie parze małych myszek, jak to bywa w życiu, także tym zwierzęcym, bajkowym – informacja idzie dalej w świat, aż dociera do uszu wrednych kotów ( no dobra jeden co cwana kocica, drugi to głupkowaty kocu, coś z pogranicza pantofla oraz Pinkiego ze słynnej innej animacji). Z punktu widzenia dorosłego, czytelnika powieści Defoe, możemy mieć wrażenie, że czegoś DUŻO tutaj zabrało, z punktu widzenia dziecka, chociażby takich jak moje ( 3 i 5 lat) jest ten moment który dzieci zaciekawia, być może u Was też padnie pytanie o historię podróżnika?

Tytułowy bohater również ma nieco inny charakter od tego prawdziwego

Robinsona, w porównaniu do swojego pierwowzoru jest ciamajdą, która nie wie co ma ze sobą zrobić. W pierwszych minutach jest zagubiony, no ale kto by nie był na jego miejscu? Sytuacja z utratą psa oraz statku, a co za tym idzie z resztkami prowiantu, ubrań czy naczyń w których można przygotować pokarm, dobija naszego bohatera. W tym momencie wychodzą naprzeciw niemu zwierzaki, mieszkające na wyspie. Od teraz to oni będą jego przyjaciółmi, rodziną, osobami z którymi zamieszka w wybudowanym wspólnie domu. Zwierzaki będą oczarowane nowym dniem codziennym oraz wygodą w jakiej przyjdzie im mieszkać, ale pamiętajcie, że zło nie śpi…

Reasumując, z punktu widzenia dziecka, to ciekawy film, który daję dzieciom informację o postaci Robinsona Crusoe, to również kolejna historia, gdzie jest dobro oraz zło. Z punktu widzenia dorosłego, to chaotyczna opowieść, która raz jest dramatem, żeby potem znów przejść w ton słodkiej bajki w promieniach słonecznych, huśtamy się w tej całości, niczym rozbitek na trawie niesiony falami oceanu, nie wiadomo gdzie, jednak czy my dorośli zawsze musimy tak wszystko analizować? Przecież w życiu jest dokładnie tak samo, raz coś wychodzi, żeby potem wszystko się chrzaniło, podrywając nas do działania, ostrzenia charakteru.

Moja ocena 7/10

Komentarze

Popularne posty