Cud Miód Malina – Aneta Jadowska / Recenzja


 Jak ja kocham wszystko co wyjdzie spod rąk Anety Jadowskiej. Zamiłowanie pojawiło się, gdy wydawała jeszcze pod skrzydłami Fabryki Słów ( o czym sami możecie przeczytać we wstępie Cud Miód Malina). Na moim blogu, można znaleźć kilka recenzji książek owej autorki.

Co mają w sobie książki Jadowskiej ? Po pierwsze wyrazistych bohaterów, którzy mimo, że są często wiedźmami, demonami, albo innymi osobowościami, które nie wpisują się w świat realny – są tak dokładnie skonstruowani, że dajemy uwierzyć autorce, że przecież każdy z naszych sąsiadów może kryć swoje drugie ja. Po drugie poczucie humoru, czasem cięty język, przekomarzania, lub zwyczajne relacje między bohaterami ( o czym wspomnę jeszcze dzisiaj), przekonują nas do tego, że opowiadania / książki Jadowskiej to coś więcej niż fantasy.

Cud Miód Malina, zaprasza nas do świata Koźlaczek ( tak dobrze słyszycie). Witamy w rodzinie wielopokoleniowej, w której rodzą się kobiety o różnych umiejętnościach z pogranicza bycia czarownicą. Tutaj też rządzą kobiety – trochę takie feministki, trochę modliszki ( nikomu łebki nie odpadają, no chyba, że wyraziście sobie na to ktoś zasłużył). Tym co sprawia, że książka wydaję się realna, to relacje między członkiniami klanu. Jak to mówią, gdzie kucharek szczęść, tam nie ma co jeść… albo zwyczajnie baby bywają kłótliwe czy jakoś tak. W życiu już tak bywa, że kiedy dziewczynka staje się kobietą i zaczyna samodzielnie myśleć, chce iść na swoje – chce być swoim sterem, czego często matki nie rozumieją, bo same nie chcą pamiętać, siebie sprzed kilkunastu lat wstecz. Tutaj też mamy relacje pomiędzy matkami, córkami, babciami, ciotkami czy siostrami. Matka marudzi do córki, a potem mamy kolejne opowiadanie, gdzie zostaje ta właśnie mama ukazana w wieku swojego dziecka  - życie kołem się toczy, we wszystkim trzeba dostrzegać umiar… Jest  też pewnego rodzaju zazdrość o inne kuzynki, czy ich umiejętności – co doprowadza do kłopotów z czarną magią. Wszak w każdej rodzinie musi być jakaś czarna owca.  

Cud, Miód, Malina to wspaniała książka ( ostatnio tak zakochana byłam w Dyni i Jemiole). Tutaj dostajemy podobny genialny bum! Wkraczamy w historie rodziny Koźlaków,  które relacjonuje nam Malina.  Autorka daję nam osiem opowiadań ( różnej długości) w których jest magia, jest duży humor, btw pamiętajcie aby przy zaręczynach, nie zamienić swojego partnera w kozła 😝, bo jego babcia może rzucić na was taką małą klątwę…

Jeżeli mieliście wcześniej styczność z Jadowską, być może rozpoznacie dwa opowiadania ( które zostały lekko zremastrowane). Opowiadania te otwierają oraz zamykają całość. Idiota skończony oraz Zielona zemsta, należą do klasyki gatunku Anety Jadowskiej ( wg mnie autorka zasługuję na wyodrębnienie z ogólnej tematyki w której tworzy swoje historie).  Tak jak już wcześniej wspomniałam, bohaterowie Jadowskiej są indywidualnymi charakterami, dzięki czemu nawet przy dużej ilości, zwyczajnie nam się nie mylą – wiemy dokładnie kto jest kim, co robił w poprzednim opowiadaniu etc.  Tutaj dostajemy cały babiniec, gdzie autorka zabawiła się nawet imionami bohaterek : Malina, Delfina, Aronia, Glicynia, czy Narcyza.

Jeżeli jesteśmy już przy członkiniach rodziny, godne uwagi jest drzewo rodu Koźlaczek, umiejscowione tuż przed wstępem w książce. Ilustracje autorstwa Magdaleny Babińskiej, również te zawarte na okładce, jeszcze bardziej otwierają nam umysł na wydarzenia w książce, przybliżając nas do bohaterów.  Mam od zawsze słabość do czarno białych ilustracji, a ponieważ to sama Jadowska ubarwia bohaterów swoim słowem pisanym, ten rodzaj ilustracji wpasował się idealnie.

Czy warto sięgnąć po Cud Miód i Malinę…? To jeszcze nie chwyciłeś/ chwyciłaś?! 😊

Moja ocena 10/10

Komentarze

Popularne posty