Free Guy - recenzja filmu

 


Free Guy
to moje pierwsze wyjście do kina z Małżonek po tak długiej pandemicznej przerwie. Ostatni film jaki oglądałam w kinie przed pandemią, to chyba była animacja w której głos podkładał sam Igor Walaszek. Wracając do meritum – Free Guy to zdecydowanie jeden z pozytywnie zakręconych filmów, jakie obejrzałam i na które Was też serdecznie zapraszam.

Ryan Reynolds dla wielu osób ( w tym mojego Małżona) jest klasycznym Deadpoolem, którego odbicie widzą w każdym jego filmie. Dla mnie ( bo jego karierę śledzę od hoho przed kolesiem w czerwonych gaciach) to naprawdę dobry aktor, który z biegiem czasu nabiera pozytywnego dystansu do otaczającego świata, za co ten świat go pokochał. Reynolds zauroczył mnie kilkanaście lat temu w filmie Pogrzebany, mimo, że znałam jego jego wcześniejsze dokonania, tam coś jak dla mnie się ruszyło, a późniejsza Zielona Latarnia wcale tego nie schrzaniła. Patrząc się na jego dorobek artystyczny, facet potrafi zagrać wszystko i dzięki Bogu nie zapowiada się jak w przypadku Deepa, że zostanie pogrzebany jako Deadpool. Agencie R.I.P.D. lub jeden z moich ulubiony czyli Głosy, to tylko przykłady, gdzie Reynolds miał zawsze potencjał na kino z przymrużeniem oka, na długo przed postacią Marvel’a.

Free Guy, to film opowiadający o grze, która działa w sieci. Jeden z jej bohaterów Guy ( R. Reynolds), tzw enpec, codziennie się budzi, zamawia kawę z cukrem i mlekiem, udaje się do banku, gdzie wszystkim życzy wspaniałego dnia i czeka, aż ktoś napadnie na bank. Guy ma swojego Kumpla ( strażnika banku w tej roli Lil Rel Howery) i tak codziennie robi to samo, aż pewnego dnia doznaję uczucia zauroczenia, Dziewczyna Molotova ( Jodie Commer) zmienia wszystko w jego głowie, Guy zdobywa okulary i nagle zmienia swoje miejsce w znanym dobrze mu świecie, a świat nasz – ten prawdziwy, doznaje szoku, bo nikt nie wie kto kryje się za Kolesiem w Niebieskiej Koszulce, nikt nie podejrzewa, że jest algorytmem, sztuczną inteligencją.

Free Guy to zabawna historia, z przymrużeniem oka na nasz współczesny świat pełen blogerów, vlogerów, graczy, gdzie ludność całego globu tworzy w świeci jeden świat. Obok Wspomnianych wcześniej postaci na ekranie zobaczycie min Joe Kerrego ( znanego wszystkim z roli Steva w Stranger Things), Channing Tatuma, po który powoli widać, że czas robi swoje, ale taniec i luz znany z Jump Street wcale go nie opuszcza, a nawet przez sekundę Chrisa Evansa – tutaj ukłon wb Kapitana Ameryki.

Free Guy  tj film w którym jest wszystko, co kochają Nerdy, a także wszyscy współcześni ludzie. Ilość odnośników do motywów popkultury, świata w cyberprzestrzeni, młodzików, świata korpo w którym ten na samym szczycie traktuję resztę jak chomiczki wykonujące rozkazy i nic więcej. Pieniądze, kłamstwa, układy, ale także miłość, przyjaźń i lojalność oraz walkę o uratowanie świata w cyberprzestrzeni  – to wszystko zobaczycie na ekranie, nucąc pod nosem kawałek Mariah Carey „ Fantasy” ( nie ukrywam, że jej postaci chociaż na sekundę, zabrało mi na ekranie).

Reżyser Shawn Levy oraz scenarzyści  Matt LiebermanZak Penn widać, że znają świat gier od podszewki, co przekłada się na obraz. Owszem, czasami widać że puszczają w naszą stronę oko, trzymając się tym samym klasycznych stereotypów, jednak gra aktorska oraz ilość efektów specjalnych wynagradza wszystko, skupiając uwagę widza na sobie. Podoba mi się ten świat enpec’ów, dla nas to tylko tło, jednak tam ukazane są więzi między drugoplanowymi postaciami, które każdego dnia robią tylko za tło to skopania, pchnięcia, okradania – jeżeli kiedykolwiek graliście min w GTA, zrozumiecie ock. Za oklaski, również zasługuję ścieżka dźwiękowa, która idealnie została dobrana do danej sytuacji na ekranie. Free Guy to naprawdę dobre kino, które zagrane w innej ekipie, bez tak dobrej ścieżki dźwiękowej, nie dało by tak smacznego efektu, co przekłada się na Box Office.

Moja ocena 8/10

 


 

Komentarze

Popularne posty