Uratować Missy – Beth Morrey / Recenzja


Beth Morrey
, napisała historię, której bohaterka być może jest Tobą, Twoją mamą, babcią, ciocią, sąsiadką z klatki obok…To piękna historia, która pokazuję jak na pozór życie kobiety może się zmienić, ile kobieta może poświęcić w imię małżeństwa oraz dzieci, co czasem gorzkiego w zamian otrzymać, oraz jak zacząć żyć, dzięki zupełnie przypadkowym oraz obcym osobą.

Uratować Missy to wzruszająca historia wdowy, która dobija do osiemdziesiątki, została sama w dużym domu w jednej z londyńskich dzielnic. Mama, babcia, jednak życie codzienne daje kopa samotności, po ostatniej niezbyt przyjemnej rozmowie z córką, podczas której padło kilka gorzkich słów z obu stron, telefon zamilczał. Syn wraz z rodziną, na drugim końcu świata – tęsknota za wnuczkiem.

Kiedy poznajemy Missy Carmichael , jesteśmy z nią w świecie teraźniejszym, jednak dzięki wspomnieniom bohaterki, tasujemy kalendarzem wydarzeń. Kobieta nie narzeka na opiekę medyczną, nie jest typową babcią marudą, coś mnie boli, coś strzyka, ona jest…samotna.Poznajemy jej dzieciństwo w trakcie wojny, stosunki z rodzicami, a raczej mamą ( ojciec wyszedł na wojnę i nigdy już nie wrócił), Missy opowiada o swojej rodzinie, o tym jak poznała ukochanego męża- Leo, za którym tęskni, krok po kroku poznajmy świat młodej żony, mamy z całym ekwipunkiem, nie tylko słodkiego macierzyństwa, o którym kiedyś inaczej jak dobrze nie można było mówić. Dotykamy pierwszych bolesnych prób karmienia piersią, trudu zwłaszcza dla świeżo upieczonej mamy, jakim jest zderzenie się rzeczywistości w byciu mamą, dziś powiedzielibyśmy głośno: Hej ta dziewczyna ma depresję poporodową! W tym wszystkim poświęcenie kariery i znajomych dla dzieci oraz męża. Pytanie: Czy warto było?!

Bohaterka poznaje zupełnie przypadkiem nowe kobiety w swoim życiu, podczas jednego ze spacerów do parku ( jej jedyna rozrywka) które chcąc pomóc sobie, tak naprawdę pomagają jej – tak oto, Missy staje się przyszywaną babcią i tymczasową właścicielką psa, której imię to Bob ( na część serialu Czarna Żmija). Zupełnie przypadkowe spotkanie, wnosi do życia kobiety, nową paletę barw życia. Kobieta dostaję od losu szansę, życie wciąga ją do szalupy ratunkowej, ma okazję poprawić nie tylko swoją samotną codzienność, ale także chociażby naprawić relację z córką. Córką która od narodzin nie była łatwym dzieckiem, której jednak swoją miłością wybaczała wszystko, a mimo to zawsze czuła się tą gorszą w oczach niż jej mąż/ ojciec. Relacje mama – córka, bywają czasem trudne, wiadomo co dwie gospodynie to nie jedna. Myślę, że w takich relacjach ktoś musi być nie tylko wrażliwy, ale wrażliwy i rozsądniejszy, a przez co silniejszy, aby wyciągnąć rękę.

Ciężkich tematów z życia naszej bohaterki, będzie jeszcze sporo. Książka jest o życiu, jednak jej przeżycia nie raz mogą Was zaskoczyć, być może zmienić postrzeganie osób w nich występujących, zmusić do przemyśleń co byś zrobił/a na miejscu Missy?! Życie ma to do siebie, że nie jest proste oraz idealne, nawet bardzo bogaci czy sławni potrafią być cholernie smutni, czuć się samotni, a Ci którzy dłubią tzw z dnia na dzień umieją dostrzegać miłość i ciepło blisko siebie i być za nie wdzięczne. Wiele zależy od nas samych, tego też chce nauczyć na Missy, wskazać, że na szczęście czy naprawę błędów nie jest nigdy późno, póki żyjemy, póki oddychamy.

Dla mnie nie jest to oklepana książka, myślę, że jej interpretacja zależna jest od osoby, która ją czyta, od tego w jakim punkcie życia się znajduję, co ma za sobą oraz jaki stopień wrażliwości nią kieruję. Jako córka, wnuczka, żona, matka, przyjaciółka, przyjaciółka LGBT, pracownica, osoba która poświęciła na pewien czas dotychczas znane sobie życie, rodzinie nie czuję się znudzona historią, którą zaprezentowała nam Beth Morrey. Wzruszałam się, współczułam, śmiałam i czułam radość razem z bohaterką – Missy Carmichael. W życiu trzeba mieć miękkie serce, twardą dupę, ale także wybaczać, pamiętać, zwłaszcza o tym, jak kruche są chwile, a dni szybko umykają.

Moja ocena 7/10

Komentarze

Popularne posty