Przejdź do głównej zawartości

Po drugiej stronie książki - Andrzej Pilipiuk / Recenzja


 To zupełnie nowa pozycja książkowa okraszona nazwiskiem pisarza. Po drugiej stronie książki, to wywiad lub jak kto woli szczera rozmowa z Największym Grafomanem, przeprowadzona przez, moje ukochane wydawnictwo - Fabryka Słów.

Bez zbędnego smarowania wazeliną, ale jednak szerokim ukłonem oraz naręczem kwiatów na 20-lecie wydawnictwa, trzeba mu podziękować, że w takich osobach jak Andrzej Pilipiuk widzą potencjał dając szanse autorom, czytelnikom, a także sobie na zupełnie coś nowego. Na moim blogu, nie raz miałam okazję recenzować książki autora, jego poczucie humoru, klimat oraz scenografię w której znajdują się bohaterzy - są mi bliskie.

Chociaż jestem młodsza od Pilipiuka, to spostrzeżenia na pewne aspekty mamy podobne, tak samo i wspomnienia - w końcu wychowało nas to samo miasto. Moim dzieciństwem był szary, dolny Mokotów, gdzie w latach 80/90 warto było być tzw swojakiem. Świat Pragi nie był mi obcy - moja babcia mieszkała na Targówku od 1939r, tato urodził się na Grochowie, gdzie często bywaliśmy w odwiedzinach u jego brata, Bazar Różyckiego - moja sukienka do komunii, mnóstwo butów, lub kamienice, uliczki w które lepiej się nie zapędzać i słynny Trójkąt Bermudzki. Wcześniejszą Warszawę z lat dziecięcych lat Pilipiuka znam tylko z opowieści mojego taty oraz zdjęć jakie się u nas zachowały. Na Lubelszczyźnie nigdy nie byłam, chociaż mój dziadek urodził się tam przed wojną, jednak mam swoje piękne wspomnienia z wakacji na wsi u dziadków ze strony mojej mamy - dlatego chyba tak dobrze wtuliłam się w słowa autora.

Andrzej Pilipiuk to prawdziwy mistrz pióra, człowiek, który szanuję swoją pracę, podchodzi do niej odpowiedzialnie, nie masowo. Jego wyobraźnia to efekt wczesnego obcowania z książkami oraz doświadczenia jakiego nabierał z czasem już od najmłodszych lat. Dzięki książce będziecie mogli poznać na nowo pisarza, być może - tak jak ja, odnajdziecie pewne wspólne tematy, kto wie, może dzięki tej książce, polubicie go na nowo albo dacie się przekonać do jego literatury.

Pilipiuk opowiada nie tylko o domu rodzinnym, czasach szkolnych czy początkach swojego pisania. Poświęca również uwagę swoim bohaterom, zwraca uwagę na to czym się kierował przy ich tworzeniu, a lekko zawadiacki humor ( dla mnie charakterystyczny, jako rodzimej Warszawianki), jest istnym creme de la creme, to dzięki nim, książka zamiast wywiadem, stała się kolejną cudowną przygodą,  jaką przebywamy wraz z autorem.

Dziękuję Fabryce Słów, za kolejną przygodę literacką,  a Pilipiukowi gratuluję kolejnej dobrej książki, która de facto, jest namacalnym dowodem jego życiorysu, jaki przelewa na to co czytamy.

PS. W książce odnajdziecie wiele ciekawych fotografii z prywatnego albumu autora.

Moja ocena 9+/10 DZIĘKUJE


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Król życia.

Śmiać się, czy płakać?

Człowiek – scyzoryk.

Kiedy Daniel Radcliffe, gra zwłoki.

Grube wióry - Rafał Pacześ / Recenzja

  Życie Cię zaskoczy.